ogromne drzewa tropikalne. I z lekkim strachem wypatrywać słoni, których teren został oddzielony od nas tylko .... pastuchem elektrycznym.
wtorek, 26 stycznia 2016
Ritigala i Indiana Jones
Drogi pamiętniku - dziś pojechaliśmy autobusem w dżunglę, potem rykszą jeszcze dalej w dżunglę, by na końcu piechotą dotrzeć do antycznego zapomnianego miasta w samym sercu dżunglowiska. Faktycznie można się poczuć jak na planie filmowym do Indiana Jones, pobujać na lianie, poprzyglądać małpom na starożytnych murach, popodziwiać
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Sigirija
Pojechaliśmy dziś do Sigirija na ruiny pałacu z V wieku na Lwiej Skale. "Księciuniu" wymyślił sobie pałacyk na ogromnej skale, wybudował tam baseny, jacuzzi (serio), fontanny i salony spa i mieszkał tam z wielką ilością najpiękniejszych dziewcząt z całego świata. Trzeba mieć fantazję! I to w V wieku!
Powyżej wstęp do najintymniejszych komnat Kassapy , strzeżonych przez kamiennego lwa, zostały tylko pazury więc nadrabiamy resztę grupowo.
niedziela, 24 stycznia 2016
Słonie w Hurulu
Na deser dostaliśmy jeszcze bliskie spotkanie z małpami. Nie ma to jak rozmówki filozoficzne na szczycie góry między naczelnymi.
sobota, 23 stycznia 2016
Zakochani w Polonnaruwie
Zakochaliśmy się totalnie w tym miejscu i mieszkańcach. Trafiliśmy do genialnego rodzinnego pensjonatu Sanctuary Cove, fantastyczne miejsce-wszystkim polecamy-tylko kilka pokoi, prowadzonych przez 2 braci i ich rodziców. Zostaliśmy zaproszeni na urodziny jednego z właścicieli, było bardzo familijnie, lokalnie, uroczo i PYSZNIE. Nasze "Sto lat" przyjęte zostało bardzo entuzjastycznie. Pewnie teraz uważają, że wszyscy Polacy tak fatalnie śpiewają.
Następnie poznaliśmy się z miejscowymi dzieciakami, urocze dziewczyny, były skoki do wody, rozmówki angielsko-syngaleskie, wymiana prezencików. Fantastyczne dzieciaki. Message for girls-LOVE YOU******* :)
Do imprezy przyłączyła się krowa.
Staliśmy się też rowerowymi uczestnikami obłędnego ruchu drogowego, wraz z
tutejszymi wszędobylskimi krowami i małpami:)
Antyczne miasto nie dorównuje Angkor Wat, ale i tak było przepięknie. Nawet tropikalna ulewa miała swój urok. Forrest Gump miał rację-tropikalny deszcz pada z każdej strony- z góry, z boku, a nawet z dołu!
"Kochanie nie wydaje ci się ze twoja pupa wymaga depilacji?"
piątek, 22 stycznia 2016
Droga do Polonnaruwy
Czwarta trzydzieści pobudka. Wyruszamy w siedmiogodzinną podróż w otwartych drzwiach pociągu, przez pola ryżowe i dżunglę, ze znakami ostrzegającymi przed przechodzącymi słoniami zachwyciła nas ogromnie nawet mimo tego, że nie dojrzeliśmy żadnego słonia.
Poznaliśmy też uroczą rodzinę lankijską, która poczęstowała nas wszystkim co mieli, zadbała, żebyśmy wysiedli gdzie należy, a ich przepiękna kilkuletnia córka zapewniała nam atrakcje w podróży. Choć nie znali ani słowa po angolsku jakoś dogadaliśmy się bez większych problemów.
Dotarliśmy do antycznego miasta Polonaruwy. Znowu skwar wypala mózg. Dziś odpoczywamy, pożerając owocki, jutro wyruszamy na rowerach na zwiedzanie starożytnych ruin potężnego kiedyś miasta.
czwartek, 21 stycznia 2016
Kolombo
Kolombo... Hm..... Można tylko kochać albo nienawidzić. Głośne, chaotyczne, gorące (nie ma słowa w języku polskim opisującego właściwie panujący tu skwar) , wielokulturowe, barwne miasto sprzeczności - bogactwa i skrajnej nędzy, pięknej architektury, choć czasem totalnie upadłej.
Oszołomił nas targ, jak dla mnie żywcem wyjęty ze średniowiecza, przebogactwo kolorowych warzyw, pokrzykujących śpiewnie sprzedawców, kompletny brak białych twarzy.
Zaskoczył nas katolicki kościół św. Marii pełen lankijek w sari, modlących się żarliwie trochę po naszemu trochę po azjatycku, z szeregiem rytuałów polegających na wielokrotnym dotykaniu obrazu, polewaniu krzyża wodą, paleniu kadzideł. Magiczne miejsce.
Od Leżakowania pod bananowcem w parku oderwała nas tylko myśl o jedzeniu. W dzisiejszym menu: obłędny (!!!) sok z mango i marakuji robiony na miejscu, bez wody, cukru, tylko zblendowane owoce z odrobiną lodu, lamprais-cudownie pachnący smażony ryż z warzywami z piekielnym sambalem - pastą z samych papryczek chili. Oraz owocki z targu - karambole i banany, w każdym miejscu świata smakujące inaczej. I w każdym miejscu kokosy.
sobota, 16 stycznia 2016
Sri Lanka - przywitania
Dotarliśmy przez Katar do Kolombo, takiej prawie stolicy Sri Lanki. Jest pięknie, bardzo egzotycznie, dziko, zielono, tłocznie, miliony wrażeń w nas uderzyły z wielką siłą. Meldujemy dotarcie i zamieszczamy jedyne zrobione na razie zdjęcie z autobusiku. Patent z wiatraczkami czadowy.
Po 24 godzinach podróży i 2 nieprzespanych nocach załapaliśmy temat ambitnego nietracenia czasu na jakieś tam odpoczywanie. W parku dopadł nas stan odpływania w niebyt... Więc resztę dnia spędziliśmy na ładowaniu akumulatorów pożywieniem wszelakim. Na pierwszy rzut nieśmiało wzięliśmy specjał dnia, na co Wojtek rzucił się wilczo.
Co tam było ... nie mamy pojęcia, na pewno drobniuteńki, pysznie doprawiony ryż i coś lub cosie - kompletnie nieznane nam wcześniej smaki egzotyczne. Do tego obłędny sok z limonki. Jako miłośniczka mojito mogłabym tam już zostać.
Potem swojska restauracja nad oceanem, gdzie zamiast obrusów świetnie prezentują się gazety, a zamiast mycia naczyń są one poprostu ubierane w reklamówkę, przed nałożeniem jedzenia. W takim anturażu pożarliśmy pyszne kothu roti - siekane naleśniki z grilowanymi warzywami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










