sobota, 6 sierpnia 2016

Pojezierze Drawskie


Polska jest piękna. 
Po wędrówkach dalekich uwielbiamy zaszyć się na Pojezierzu Drawskim, wśród drzew, nad naszym ukochanym jeziorem siecińskim, podglądać ptaki, sarny, daniele w rozkosznej ciszy.




Okolice oferują również inne atrakcje. Poniżej ruiny wiatraka holenderskiego z XIX wieku w Nowym Worowie. W latach świetności stanowił cudo techniki korzystając z aż 4 napędów: wodnego, wiatrowego, parowego i elektrycznego. Wewnątrz zawalony mechanizm młyna.



Bardzo pozytywnie zaskoczyło nas Muzeum PGR w Bolegorzynie. Polecamy jego zwiedzenie wszystkim, a szczególnie urodzonym przed 1980 rokiem. Telewizory, radia, magnetofony z lat naszego dzieciństwa wywołały w nas bardzo ciepłe uczucia. 



Pralka Frania i jej kuzynki z minionych lat. 


Relikty przeszłości:





Piękny obecnie restaurowany Pałac w Siemczynie. Warto zwiedzić przyległy XVIII wieczny park z romantyczną aleją grabową.








Dzięki fantastycznemu Panu z informacji turystycznej w Złocieńcu zobaczyliśmy wiele ciekawostek regionu, w tym poniemiecką fasadę budynku z wciąż zachowanymi symbolami hitlerowskich Niemiec.



Uroczy Czaplinek.


I Połczyński kolorowo-parasolkowy deptak. 



Zachody słońca uwielbiamy w każdym zakątku świata.






niedziela, 26 czerwca 2016

Chorwacja i Hercegowina


Bajkowa kraina w centrum Europy, 1,5 godziny lotu od nas oddalona.

Rozpoczęliśmy jej smakowanie od starożytnego Zadaru. Oszołomiło nas morze grające na morskich organach, olśniły wizualizacje solarne i oczarowały zabytkowe budynki, lśniące kamienne bruki i dźwięki - zaczęliśmy festiwalem folklorystycznym a skończyliśmy koncertem gitarowym na ryneczku starego miasta. Zadar opowiedział nam bajkę o starożytnie współczesnym miasteczku.



Mieszkamy pod Zadarem w swojskiej wioseczce Bibinje. Sąsiadujemy z osiołkami. 



Druga bajka o księżniczce, która mieszkała za 6 górami i 1000 wodospadami. Plitvickie jezera czarują ogromem wody, jej barwą, hukiem spadających z gór hektolitrów z "przeciekających" jezior.  





Nin to malutkie średniowieczne miasteczko na półwyspie niemal z każdej strony otoczonym płyciznami Adriatyku i solinami. Z najmniejszą katedrą na świecie, zamieszkałą przez jaskółki.



Piękny Szybenik wdrapuje się na wzgórze nad mariną wąziuteńkimi uliczkami, kamiennymi fasadami domów, przyciąga wzrok wspaniałą, misternie zdobioną w kamieniu katedrą. Ze szczytu w dół spogląda solidna twierdza i pozwala też zerknąć turystom.  Chłonęliśmy wrażenia z otwartymi japami.  



Na miłe zakończenie dnia jeszcze wygrana z Irlandią w Trogirze!


Wieczorne smakowanie Trogiru. 


Kolejna bajka to historia księcia o 7 malutkich zamkach spoglądających na morze lub stojących centralnie w morzu. Kastela. Zamek Gomilica polecamy szczególnie gorąco. 


Salona to antyczne riuny jednego z najwspanialszych miast Cesarstwa Rzymskiego wymieszane z ogródkami rodzinnymi. Piękna Salona pożegnała nas deszczem i piękną tęczą. 


Stateczek zawiózł nas do Splitu, nasz zachwyt średniowiecznymi miastami Chorwacji jest fantastycznie stopniowany. Każde kolejne jest piękniejsze od poprzedniego. 




Wcale nie taką łódką płyneliśmy, wymowna nazwa;)


Zupełnie przypadkowo odwiedzony Omiš  wystrzelił nas w kosmos zachwytów. 




Bardzo Modre Jezero. 


Krótki wypad do Bośni i Hercegowiny również wart był grzechu. Mostar powala urokiem. 






Pocitejl - wielkie pozytywne zaskoczenie w drodze do Dubrownika. Spokojne bośniackie miasteczko na stromym stoku kotliny Neretwy, z zapomnianą twierdzą i wspaniałymi widokami ze szczytu. 




Zakochaliśmy się w Hercegowinie, jej zieloności, dzikości i ... jakby zagubieniu w czasie - w najlepszym tych słów znaczeniu. 




Dubrownik na finał wyprawy. Z przytupem. Uczucia mieszane... Dziki tłum ludzi, dzikie temperatury, dzikie ceny i dzikie zasady parkowania. Postój kosztował nas 800 kun z uwagi na nieogarnięcie płatności. Serio nigdzie nie widać było parkometrów, informacji, nikt nie miał kartek z opłatą w aucie. Ostrzegamy! Ale wrażenia i widoki bezcenne. 








wtorek, 23 lutego 2016

Smutki

Smutek w nas wielki, ale chęć zobaczenia wszystkich naszych bliskich też wielka, zdecydowaliśmy więc wsiąść do samolotu powrotnego i przelecieć 8875 km by Was uściskać.

Ogłaszamy dziś rankingi naszego wyjazdu:
- liczba dni w drodze: 37,
- liczba odwiedzonych państw - 2, 
- przepływanych mórz - 3, 
- zgubionych spodni - 1 (jedynych długich), 
- ukradzionych przez małpy skarpetek - 1 (sztuka, nie para, trzeba chyba będzie dosłać małpce drugą do pary, bo pewnie głupio wygląda),
- odśpiewanych Hymnów Polski na pace jeepa w tłumie lankijczyków - 1,
- pożartego curry - pewnie z 3 tony,
- liczba chorób tropikalnych - 0 (hurrraaaaa!),
- spalonych na węgiel pleców - 2 sztuki,
- wzrost łącznej wagi plecaków 16 kilo (nie mamy pojęcia o co chodzi),
- fantastycznych ludzi poznanych w drodze, zobaczonych niezwykłych miejsc i zwierząt, głębokich zachwytów - niezliczona.

Bycie w drodze polecamy wszystkim! 
Dziękujemy za uczestniczenie w naszej podróży, bo ten pamiętnik i Wasze komentarze były dla nas jak zawsze BARDZO ważną jej  częścią! 


Do zobaczenia Azjo - będziemy tęsknić!

poniedziałek, 22 lutego 2016

Szwendactwo

Szwendanie się, ostatnie zakupy, prezenty, milion stopni, łażenie, ryksze, największy rynek Azji, dreptanie, obłędne zapachy przypraw i okrutne smrody, synagoga, 300-letnie murale, pot cieknący po tyłku, Indie i ich smaki...


Warzywo o nazwie stopa słonia, nie próbowaliśmy:

Giełda zielonych bananów, żółte i czerwone miały inne stanowiska:


Zdjęcie z synagogi, królestwo lamp:


Dzieciaki jak wszędzie cudowne:


W porcie znowu chińskie sieci, stoją tu od 500 lat:


I obżarstwo po całości, musimy najeść się na zapas -
fusion tuńczyk w sosie kokosowym:


i paneer thali:


Czujemy się trochę jak dzieciaki ostatniego dnia wakacji:)